Nasze Miasto

rozwoj-miasta

eko

gratulacje

sferia

wifi

 

Logowanie

Zapraszamy na spotkanie dla pracodawców

wspolpracuj z namiPrezydent Skarżyska-Kamiennej, Konrad Krönig oraz Powiatowy Urząd Pracy w Skarżysku zapraszają do udziału w spotkaniu informacyjno-konsultacyjnym „Współpracuj z nami – rozwijaj swoją firmę”. Spotkanie adresowane jest do pracodawców. Odbędzie się ono 3 marca w godzinach 16.00-18.00 w patio MCK w Skarżysku.

Czytaj więcej...

Zapraszamy na promocję książki ...

Zapraszamy na promocję książki Ireneusza Kulińskiego „O górnikach rud żelaza, kuźnicach i kowalichach w Staropolskim Okręgu Przemysłowym”, która odbędzie się w 11 kwietnia o godz. 17.00 w Miejskim Centrum Kultury w Skarżysku-Kamiennej, Patio, ul. Słowackiego 25. 

Czytaj więcej...

Mój dziadziuś Julian

Mój dziadziuś Julian
- Dziadziusiu, napijesz się herbaty?
- Chętnie.
Zaniosłam filiżankę do pokoju. Dziadek siedział przy stole, na którym leżały różne rzeczy.
- Co robisz? – spytałam.
- Babcia kazała zrobić porządek z tymi szpargałami. Wiesz, że babci lepiej się nie sprzeciwiać – uśmiechnął się starszy pan.
Musicie wiedzieć, że mój dziadziuś był i jest bardzo energicznym człowiekiem. Często wspomina swoją młodość i prezentuje pamiątki z różnych okresów swojego życia. Dziadziuś urodził się tuż przed II wojną światową, w 1933 roku na Rejowie. Jego dzieciństwo przypadło na okrutne lata. Zdarzało się, że z rodzicami i sąsiadami z całym dobytkiem musiał uciekać przed okupantem. Na szczęście los uchronił jego i jego bliskich przed śmiercią, a rodzinny dom przed zburzeniem. Pozwoliło to żyć rodzinie w miarę normalnie. Dzięki pracowitości i zaradności rodziców w domu nie brakowało chleba, mleka i ziemniaków.
- O, jaka stara fotografia! Kto na niej jest?- spytałam.
- To moja mama, która wyjmuje chleb z pieca. Oj, jaki to był rarytas. Do dziś pamiętam i czuję zapach oraz smak świeżo upieczonego razowca, popijanego mlekiem od krowy Milki – rozmarzył się dziadek.
Spokojne życie na Rejowie przerwał wybuch II wojny światowej. Choć był małym chłopcem, musiał pomagać rodzicom. Woził na wózku zrobionym przez ojca obierki z ziemniaków. Wymieniano je na mleko czy inną żywność. Po wyzwoleniu rozpoczął naukę w szkole na Bzinie. Gdy ukończył siódmą klasę, został przyjęty do tzw. Szkoły Przemysłowej zorganizowanej przy Państwowej Fabryce Amunicji w Skarżysku Zachodnim.
Dziadziuś, popijając herbatę, wziął do ręki stary zeszyt i zaczął opowiadać.
-Z dużym trudem i przy sporym wysiłku ukończyłem szkołę w 1952 roku, uzyskując tytuł technika mechanika o specjalności obróbki skrawaniem. Rozpoczął się teraz okres mojej pracy zawodowej w Zakładach Metalowych PREDOM MESKO, bo takiej nazwy wtedy używano. Po odbyciu praktyk, podczas których zdobyłem umiejętności szlifierza uniwersalnego, zostałem zatrudniony w Zakładzie Mechaniki Precyzyjnej ( przedwojenna RAKIECIARNIA).
I tak rozpoczęła się przygoda dziadka z Zakładami Metalowymi - od majstra na wydziale automatów tokarskich, gdzie produkowano kadłuby zapalników do różnego typu pocisków - do kierownika Działu Transportu Kolejowego i Ekspedycji.
- Dziadziusiu, na czym polegała Twoja praca w fabryce?
- Odbywszy służbę w Ludowym Wojsku Polskim, powróciłem do Skarżyska i rozpocząłem nowy okres w pracy. Zostałem konstruktorem-technologiem przy produkcji maszyn dla przemysłu metalowego, włókienniczego i szklarskiego – przypominał sobie. Pod kierownictwem dziadka wykonywane były prototypy kuźniarek – maszyn do produkcji łożysk kulkowych, przędzarek obrączkowych i krosien tkackich wykorzystywanych do produkcji tkanin odzieżowych, firan, koronek.
- Wiesz, wtedy w Zakładach Metalowych projektowano i produkowano wiele urządzeń przemysłowych. Wyobraź sobie, że tu w Skarżysku opracowano również jedną z pierwszych kampingowych przyczep samochodowych. Na bazie tego projektu w fabryce w Niewiadowie produkowano je na szeroką skalę. Było to ważne osiągnięcie.
Praca dziadka została doceniona przez ówczesnego Ministra Przemysłu Maszynowego, który przyznał mu Odznakę Zasłużony dla Przemysłu Maszynowego.
- Cały czas byłeś konstruktorem?
- Nie – uśmiechnął się - Będąc Przewodniczącym Rady Zakładowej Przedsiębiorstwa Związku Zawodowego Metalowców, uczestniczyłem w organizacji trzech ośrodków wczasowych w Kołobrzegu, Krynicy Górskiej oraz Węgorzewie. Znajdowały się w nich, oprócz budynków mieszkalnych, place zabaw dla dzieci, świetlica, ławeczki i stoliki na świeżym powietrzu. Wypoczywali tam pracownicy oraz ich rodziny w czasie wakacji. Dzięki wyposażeniu do zabiegów leczniczych, po sezonie pełniły rolę sanatoriów. Pomagałem też przy tworzeniu ogródków działkowych na Milicy i Młodzawach, które wyposażone były w budynki świetlicowe.
- To może pojedziemy w czasie wakacji do Kołobrzegu i pokażesz nam wasze dzieło?
- Oj, Karolciu, Karolciu - nawet nie wiem, czy one jeszcze istnieją. Zakłady Metalowe zmuszone były do ich sprzedaży. Dobrze, że ogródki działkowe nadal służą mieszkańcom Skarżyska, choć część z nich została wykupiona pod budowę drogi ekspresowej – wzdycha dziadziuś.
- A to Ty z łopatą? Gdzie zrobiono to zdjęcie?
- Nie poznajesz?- śmieje się dziadziuś – przecież to ośrodek na Rejowie. Rozbudowa i modernizacja ośrodka rekreacyjnego i stadionu sportowego GRANAT to też projekty, przy których pracowałem.
Ze stosu papierków wyciągnęłam jakieś zaświadczenie. Moją uwagę zwróciły kolejowe symbole.
- Dziadku, nie wiedziałam, że byłeś kolejarzem.
- Kolejarzem był mój ojciec, a twój pradziadek. W 1980 roku ogłoszono stan wojenny – mówi dziadek. - Przyczyniło się to do zawieszenia działalności związków zawodowych i do zmiany charakteru mojej pracy. Zostałem kierownikiem Działu Transportu Kolejowego i Ekspedycji w rodzimym zakładzie. Chcąc dobrze wykonywać nowe obowiązki, ukończyłem kurs dyżurnego ruchu kolejowego.
Pracując na tym stanowisku, dziadek przyczynił się do rozbudowy bocznicy kolejowej na terenie Zakładów, co usprawniło transport produkowanych towarów.
- A co jest w tych czerwonych pudełeczkach?
- To odznaczenia, jakie dostałem za sumienną i uczciwą pracę. Są tu odznaczenia państwowe: Medal XXX-lecia PRL, Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski. O, a tu leżą odznaki: Zasłużony dla Zakładów Metalowych, Zasłużony dla Kielecczyzny, Zasłużony dla Rozwoju Przemysłu Maszynowego.
- Z którego orderu jesteś najbardziej dumny?
- Z KRZYŻA KAWALERSKIEGO ORDERU ODRODZENIA POLSKI, który otrzymałem w 1983 roku, za całokształt mojej pracy.
- Czy to ten, który ma białe ramiona połączone w środku kołem z Białym Orłem na czerwonym tle i napisem POLONIA RESTITUTA? Jest bardzo ładny. Błyszczy w słońcu.
- Tak, Karolinko. To szczególne wyróżnienie. Cieszę się, że zauważono i doceniono moją pracę.
- Gratuluję! – cmoknęłam dziadka w policzek i mocno przytuliłam się do niego.

Ten nasz Senior wygląda jeszcze całkiem niczego sobie. Krok sprężysty, zgrabna sylwetka, półdługie włosy zdobią srebrne skronie. Dopiero teraz to zauważyłam! Jak mogłam to przeoczyć? Już wiem, dlaczego babcia wciąż go kocha. Nie dość, że dobry, to jeszcze przystojny. W młodości musiał nie jednej dziewczynie zawrócić w głowie.


W 1991 roku, po przepracowaniu 43 lat, mój dziadziuś - Julian Sabatowski – odszedł na zasłużoną emeryturę.
- O, wiem, co to jest! To drzewo genealogiczne naszej rodziny. Pamiętam jak z mamą robiłyśmy graficzny schemat drzewa i przepisywałyśmy oraz drukowałyśmy broszurkę z krótkimi biografiami poszczególnych krewnych.
Po przejściu na emeryturę, dziadziuś, chcąc utrwalić, „skąd nasz ród”, zaczął tworzyć drzewo genealogiczne. Wyszukiwał informacje w kancelariach parafialnych i archiwach państwowych. Udało mu się udokumentować i opisać dzieje rodziny aż od 1770 roku.
- Tak, praca ta wydrukowana i oprawiona zajmuje honorowe miejsce o, tam na półce –wskazuje dziadziuś. - Zaś schemat, składający się z kilkunastu kartek, wisi na ścianie w pokoju seniora rodu – wujka Bogusia – dodaje dziadek.
- Jestem bardzo dumna, że mamy własne drzewo genealogiczne. Niewiele osób może pochwalić się znajomością przodków aż do 1770 roku. Obiecuję, że przejmę po Tobie funkcję rodzinnego kronikarza i będę dalej je uzupełniać .
Często, przeważnie w zimowe wieczory, siadamy tak jak dziś przy herbatce i dziadziuś opowiada mi o naszych przodkach, o Rejowie. Snuje opowieści zasłyszane w dzieciństwie o tym jak wyglądała nasza ulica, kto mieszkał po sąsiedzku, jakie sam przeżył przygody. Bardzo lubię czas spędzany z nim. Spoglądam na dziadka. Dobrze, że jest z nami. Będąc emerytem poświęca swój czas rodzinie. Wspólnie z moim tatą remontuje dom swoich rodziców i odnawia budynki gospodarcze. Opiekuje się o 10 lat starszym, bratem, który po ponad sześćdziesięciu latach mieszkania w Anglii, po śmierci żony i udarze mózgu powrócił do rodzinnego domu. Dużo czasu spędza z nami, czyli swoimi wnuczkami. Zabiera nas na wycieczki, chodzimy razem na grzyby i spacery po najbliższej okolicy.
- Pamiętasz, dziadziusiu, jak zaprowadziłeś mnie pierwszy raz na pobliską Górę Baranowską? Miałam chyba jakieś siedem lat. Opowiedziałeś mi historię grobów jakie tam są.
- Tak. To miejsce rozstrzelania i pochowania mieszkańców Iłży, zabitych przez hitlerowców. W tym roku, jak każdego 1 listopada zapalimy znicz, aby uczcić pamięć tych ludzi.
- Ciekawe, czy znajdziemy słoiczek z wierszem napisanym przez córkę jednej z ofiar, poświęcony pamięci ojca?
- Zobaczymy.
Obecnie nasz Senior prowadzi batalię o upamiętnienie i dokładne oznaczenie tego miejsca. Pisze pisma do władz miejskich, powiatowych, Instytutu Pamięci Narodowej, a także miejscowej prasy. Niestety, odsyłany jest od jednego do drugiego urzędu. Jedni twierdzą, że to nie należy do ich kompetencji, inni że szczątki były ekshumowane i przeniesione na cmentarz w Kielcach. Okoliczni mieszkańcy zarówno Rejowa jak i Suchedniowa (Baranowa) nie potwierdzają tych informacji. Mój dziadek to prawdziwy lokalny patriota. Poznał i utrwalił nie tylko historię swojej rodziny, ale też dzieje swojej dzielnicy - Rejowa. Dba o to, abyśmy my, najmłodsi pamiętali, skąd pochodzimy i przekazywali tę wiedzę następnym pokoleniom. Dlatego swoje wspomnienia spisał w broszurce, którą nam podarował. Z dumą mogę powiedzieć, ze jest on dobrym człowiekiem i wspaniałym dziadkiem. Nigdy nie odmówił pomocy nam, najbliższym, ale też obcym ludziom. Szacunek, jakim się cieszy wśród rodziny i sąsiadów, najlepiej o tym świadczy.
Kocham Cię DZIADKU!

Ruda

Cichy Bohater

bohatersko skrada się
pod drzwi twojego domu
by wyjawić ci sekrety o Tych Czasach
w których serca zamierały
ptaki milczały w zadumie
sny chowały się
po kryjomu wypełniając nadzieją
najskrytsze zakamarki

historia herosa wojny – zwykłego człowieka
powraca do ciebie z dalekiej otchłani czasu

brawurka

Historia oparta na faktach.
W roli głównej Irena Dziubińska-Sędłakowska, cicha bohaterka.


Rok 1939 wyrwał Irenę z murów Gimnazjum im. A. Witkowskiego. Dobre serce, niczym najlepszy dowódca, podyktowało czternastoletniej dziewczynie, co ma robić. Wydawało zawsze same solidne rozkazy. Życie młodej Dziubińskiej w jednej chwili zmieniło się diametralnie – ze zwykłej uczennicy drugiej klasy gimnazjum, szybko przeistoczyła się
w dzielną kobietę, która w ramach PCK rozpoczęła niesienie pomocy ludziom.
- Nie bójcie się, jesteśmy po waszej stronie – szeptała do każdego z polskich żołnierzy
i jeńców, pomagając im w ucieczce z obozów.
Żadną przeszkodą ani barierą nie był dla niej chłód, gdy w lutym 1940 roku dożywiała więzionych mieszkańców Skarżyska-Kamiennej. Gdyby tylko mogła, wykrzyczałaby słowa otuchy dla nich. Ale nigdy nie traciła zdrowego rozsądku, pomimo że szaleńcza odwaga wypełniała tę małą duszyczkę po brzegi.
- Jesteście bardzo dzielni! To długo nie potrwa, tylko musicie mieć bardzo dużo siły
i odwagi.. I słuchać się starszych kochane rozrabiaki! – uśmiechając się, ciepłym, matczynym tonem mówiła do malutkich dzieci, głaszcząc je po główkach, jednocześnie mierzwiąc ich
i tak potargane już włosy.
Oczy tych ludzi, które były pełne nadziei, dodawały jej wiary. Czuła, że to, co robi ma sens, a jej nieomylne serce będzie kierowało nią po samych dobrych ścieżkach, więc śmiało może zaufać dowódcy swego ciała. Dziubińska trwała w tym postanowieniu do samego końca.
Ciepły i pachnący maj w 1940 był wypełniony żarem wytrwałości ludzkiej, ale niestety miał zapach bólu i cierpienia, ciągłego strachu i walki o lepsze jutro.
Na ulicach Skarżyska panował spokój. Jednak mieszkanie Ireny, pełne popłochu
i unoszącego się ponad serca strachu, drżało.
- Irenko, dziecko moje, oni nie mogą cię aresztować! Nie mogą… – przez łzy mamrotała te słowa jak mantrę Pani Dziubińska.
- Mamo, już nie płacz, już nie trzeba – piętnastoletnia dziewczyna, tuląc matkę, starała się uspokoić jej rozdygotane ciało – w Krakowie nie będzie mi groziło żadne niebezpieczeństwo, rozumiesz? Przeczekam tam najgorsze i wrócę niedługo do ciebie, słowo! Ale nie odjadę dopóki nie będę miała pewności, że z Tobą wszystko w porządku.
- Jestem z ciebie taka dumna, mój aniołeczku… – wycierając mokrą twarz, matka przygarnęła do siebie Irenkę – niech Bóg ma cię w opiece, będę się o ciebie codziennie modliła.
- Dziękuję, mamo – odrzekła bliska płaczu dziewczyna – bardzo cię kocham, pamiętaj.
I zniknęła za drzwiami. Matka upadła na kolana przed krucyfiksem. Zaczęła powtarzać w myślach „Najświętszy Jezu, daj jej siłę i chroń ją przed wszelkim złem, tylko o to proszę, tylko o to, Ukochany Ojcze”.
Minął rok. W Skarżysku wiosna zagościła na dobre, otaczając miasto ciepłym
i delikatnym wietrzykiem.
Pukanie do drzwi rozległo się nagle. Domownicy popatrzyli na siebie, a w każdym ze spojrzeń było mnóstwo niepewności zmieszanej z nadzieją. Pani Dziubińska omal nie podskoczyła, gdy otwierając drzwi, ujrzała swoją córkę.
- Irenko!
- Dzień dobry! Jak miło znów czuć zapach mojego Skarżyska! – mówiąc to, z rozkoszą wciągnęła powietrze i rzuciła się w ramiona matki. Gdy zdołała oderwać się od jej rozgrzanego radością ciała, uściskała ze łzami w oczach resztę rodziny.
Konspiracja antyniemiecka stała się dla Ireny priorytetem w życiu. Pod pseudonimem „Aster” uczestniczyła w rozbrajaniu żołnierzy niemieckich, przewoziła meldunki do Komendy Głównej w Warszawie, dostarczała prasę podziemną oraz broń. A wszystko to robiła z wielką nadzieją w sercu, którą przekazywała napotkanym ludziom.
Gdyby trzeba było nadać jej drugie imię, z pewnością byłaby to Odwaga. Osiągała apogeum bohaterstwa wiele razy. Jej hart ducha nigdy nie zanikał.
- Prędko! Nie ma czasu do stracenia! Nie przestawajcie biec! – dodawała otuchy siedemnastu uciekającym żołnierzom radzieckim z obozu w Bliżynie.
Niesamowita nastolatka, samodzielnie i heroicznie doprowadziła ich do oddziału partyzanckiego. Tak, była z siebie dumna. Nigdy nie szczędziła sobie słów: „Ireno! Niezły
z ciebie chojrak!”, powtarzanych co wieczór przed snem.
Obchodzenie osiemnastych urodzin dziewczyny, nie miało w sobie nic uroczystego.
To była nic nieznacząca liczba. Wszyscy doskonale wiedzieli, że jej rozum już dawno uzyskał status dojrzałości, a jej serce maksimum dobroci. Od momentu wybuchu wojny, nazywanie jej dzieckiem po prostu mijało się z prawdą.
Akcja zbrojnej bojówki skarżyskiej 27 marca 1944 roku, niosła ze sobą poważne konsekwencje. Związana z nią sytuacja to najpiękniejszy argument potwierdzający niezwykłość Irenki. Jej samej wydawało się, że ta operacja będzie wyglądała podobnie jak inne przedsięwzięcia, w które włączała się z żarliwością. Myliła się.
W piwnicznym pomieszczeniu panował półmrok. Nierytmiczne odgłosy biegu przez wąski korytarz, wzmagały i tak już przyśpieszone tętno przebywających w składnicy. Gdy głucha cisza stała się jedynym dźwiękiem, jaki panował w pobliżu, czarnowłosy mężczyzna po czterdziestce szturchnął chłopca obok. Po chwili oboje wstali. Starszy z nich, patrząc przez kilka minut smutnym wzrokiem w sufit, starał się opanować emocje.
Irena jeszcze nigdy nie widziała tak bolesnej, wewnętrznej walki człowieka. Zaczęła dostrzegać w nim dwie różne istoty. Jedna wyrywała się z ciała, chciała wrzeszczeć i wybiec stamtąd, krzyczeć o tym jak bardzo nienawidzi świata i jak straszliwe katusze przechodzi. Druga miała ochotę znów mieć sześć lat i wtulić się w ciepłe ciało mamy, kwilić i mówić „Mamo, mam ochotę na ciepłe mleko z miodem”, a ona dla ukojenia łez przyniosłaby gorący kubek. Ta druga cząstka, tak bardzo chciała być w innym miejscu albo przynajmniej usiąść
i wybuchnąć płaczem, ale ta pierwsza skutecznie hamowała krople, zabierała je i dziwnym mechanizmem chciała zamienić w krzyk. Obie istoty wściekle szarpały nim, dramatycznie wyrywały go sobie i żadna nie odpuszczała.
Mężczyzna głośno wciągnął powietrze. Stworzenia odeszły.
- Byliście wszyscy niesamowici. Gratuluję wam odwagi i męstwa – jego stopniowo załamujący się głos nie pozwalał mu na wymawianie wyrazów do końca. Zapadła cisza, a on utkwił wzrok w oddali opanowując emocje.
- Musimy was jednak z głębokim żalem poinformować o stracie, jaka nas dotknęła – odezwał się młodszy.
Czarnowłosy mężczyzna znów głęboko złapał oddech. Tym razem przez ciszę przebił się zabawny świst, towarzyszący przedłużonemu wydechowi. Gdyby nie powaga sytuacji, wszyscy z pewnością zaczęliby głupio chichotać.
- Podporucznik Mieczysław Szymański bohatersko poświęcił swoje życie w obronie przyjaciela - łzy nie pozwalały mu mówić płynnie, jąkał się, ale nerwowo przygryzając wargę kontynuował – ciało „Szuma” leży na polach poniżej Pogorzałego, w pobliżu szosy krakowskiej. Jak wam dobrze wiadomo, trasa ta jest dokładnie patrolowana przez Niemców. Sytuacja jest niestety patowa. Jeśli chodzi o mnie, to nie czuję się na tyle silny, by przedostać się po jego ciało. Oczywiście was nawet nie chcę o to prosić, to zbyt duże ryzyko – zatrzymał się na chwilę, zamykając oczy - uczcijmy pamięć naszego brata minutą ciszy.
Irena drżała. Podporucznik - człowiek szlachetny i mężny - zginął. Taka jest właśnie ta wojna, zjada wszystkich po kolei. Na pierwszy rzut idą ludzie słabi, bezbronni i Ci, którzy oddają życie za innych. Jej serce zdążyło już wydać kolejny rozkaz. Nie musiała długo czekać na ten wewnętrzny głos. Wiedziała, co robić.
-Irena! Irena! Co Ty robisz? Wracaj!
Ale Irena nie zamierzała zawrócić. Jeszcze nigdy nie biegła tak szybko. Wpadła
i wypadła z mieszkania jak burza.
-Dziecko! Po co ci te sanki? – dziewczyna zbiegając po schodach, usłyszała przerażony krzyk matki.
Nie zamierzała odpowiadać ani tłumaczyć się, była jak w amoku. Jej serce wariowało w piersi, a oddech wydawał się głośniejszy niż dźwięk wystrzałów. Ciągnąc swoje duże sanki, zaczęła wspominać przedwojenne czasy. Pamiętała jak ojciec zabierał ją na małą górkę za domem, gdy była małym dzieckiem. Zjeżdżali z niej zanosząc się śmiechem. Och, zaczynała
w niej rodzić się tęsknota za tymi latami. Od tamtych chwil Irena tak bardzo się zmieniła…
Ale najpewniejsze jest to, że wyrosła na naprawdę wspaniałego człowieka.
- Nie zasłużył sobie na to… - wyszeptała do siebie.
Wiedziała bardzo dobrze jak znaleźć się przy ciele Szymańskiego. Była pewna, że podczas akcji nie opuścił wyznaczonego mu terenu. Przemierzając kolejny kilometr, obmyślała plan. Zamykając oczy rysowała w myślach drogę, która pozwoli jej ominąć wrogów. Dotarła do jego ciała bez problemu. Wiedziała, że da radę.
Z oddali dobiegał śmiech Niemców. Nie zwracając na to najmniejszej uwagi, uklęknęła nad ciałem przysypanym po części śniegiem. „Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie…”, modliła się opierając głowę na ramieniu nieżyjącego „Szuma”.
- Zabiorę stąd pana, to mój obowiązek – szepnęła, kładąc mu dłoń na czole
i zamykając martwe powieki.
Drobna, dziewiętnastoletnia dziewczyna, przeniosła zwłoki dorosłego mężczyzny na sanki. Niesamowita siła, która zrodziła się w Irenie pozwoliła jej wywieźć ciało podporucznika z zagrożonego terenu. Sama nie rozumiała skąd ma tę moc w sobie, ale nie zastanawiała się nad tym długo. Słuchała tylko poleceń swojego serca i nie kwestionowała ich.
Ppor. Mieczysław Szymański został pochowany z zasłużonymi honorami na Cmentarzu Partyzanckim w lesie Skarżyska Książęcego.
- Irena, jesteś bohaterką – słysząc to, Irena czuła ogrom zadowolenia.
- To nie ja, to moje serce – odpowiadała im w myślach.
Kilka miesięcy później, dziewczynie nie udało się odpowiednio schronić przed aresztowaniem w Częstochowie. W sierpniu 1944 roku została zatrzymana i okrutnie skatowana. Ból nie pozwalał jej zasypiać na twardej pryczy w celi. Opuchnięte wargi
z trudem przepuszczały krople wody, które nawet nie potrafiły ugasić płomienia w jej ciele. Żyła ostatkiem sił następne trzy tygodnie. Nie odzywała się do nikogo, ciągle spuszczając wzrok, zamierała na widok każdej postaci ludzkiej.
Jadąc w obskurnej przyczepie z innymi ludźmi, podobnie jak oni, nie wiedziała dokąd zmierzają. Szybko jednak uświadomiła sobie cel podróży. Wszystko działo się tak szybko,
to były ułamki sekund dla niej. Czas płynął inaczej, gdy patrzyła na świat zakrwawionymi oczyma. Osadzona w więzieniu gestapo w Opolu, przeżyła najgorsze chwile w swoim życiu. Ból, którego doznała w Częstochowie był niczym w porównaniu do męki, jaką oprawcy wyprawili jej tutaj.
Zwyrodnialcy traktowali ją jak pluszową lalkę, niemającą uczuć. Nie istniała żadna granica. Irena słyszała o stosowaniu przez nich różnorakich tortur i brutalnych metod śledczych, w celu wydobycia zeznań od aresztowanych, ale gdy teoria zamieniła się
w praktykę, zobaczyła najbrutalniejszy wymiar tego świata. Próbowała wytrzymać bicie pejczem, nahajem czy kolbą broni. Ale nie wytrzymywała. Natężenie męki było niewyobrażalne. Łzy już przestawały płynąć, zaczynało brakować jej oddechu, świat stawał się mgłą. Traciła przytomność. Cierpienie przestawało istnieć.
Gdy otwierała oczy leżała obolała na zimnej podłodze. Traktowali więźniów w sposób potworny. To, co nazywali posiłkiem, ona raczej określiłaby ohydną, bezkształtną papką. Wiedziała, że gdy nadejdzie ta chwila i odzyska siły, oni będą wiedzieć o tym i przyjdą po nią. Tak też się stało. Urządzili jej ucztę, na której poznała nowy wymiar piekła. Dogorywającej Irenie szykowano gehennę. Zaczęli od przypalania palnikiem, a ona krzyczała. Wieszali głową w dół, a ona tępo patrzyła przed siebie, zaciskając zęby. Przystąpili do tortur z użyciem prądu elektrycznego, ale dziewczyna tym razem znosiła wszystko w milczeniu. Po raz kolejny mdlała. Budziła się znów na zimnej podłodze. Zakrwawiona, brudna i ledwo żywa.
Nie wiedziała ile czasu przebywała w więzieniu. Nie miała pojęcia czy jest dzień, czy noc. Była pewna tylko tego, że musi się stąd wydostać. Ani przez chwilę nie straciła wiary,
że kiedyś jej się to uda.
Miała rację. Podczas ewakuacji więzienia, skorzystała z panującego zamieszania
i zobaczywszy beczkę stojącą w kącie, ukryła się w niej. To była dobra decyzja. Zamknęła oczy w nadziei, że teraz musi się udać. Tak mówiło jej serce. Ukryta w beczce doczekała wkroczenia żołnierzy radzieckich.
Ta mała kruszyna przeżyła tortury w więzieniu gestapo. Wytrzymała taką mękę, więc wiedziała, że teraz zniesie wszystko. To niesamowite. Irena była bliska śmierci, przeżywała ogromne katusze, a mimo to jej dusza była wypełniona nadzieją o lepsze jutro.
W czerwcu 1945 roku, powróciła do Skarżyska, a trzy lata później wyjechała do Warszawy. Tam realizowała swoje marzenie o kontynuacji nauki. Nie tylko zdała maturę,
ale podjęła również studia na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Cieszyła się jak dziecko, gdy mogła spełniać się naukowo.
Na drugim roku studiów jej zdrowie zaczęło szwankować. Zwykle odważna
i bohaterska Irena, siedząc w gabinecie lekarskim, drżała i płakała.
- Panie doktorze tylko szczerze, co mi jest? Nienawidzę owijania w bawełnę! – omal nie wykrzyczała tego zdania, czekając na wyniki badań jak na wyrok.
- To gruźlica, pani Dziubińska. Przykro mi – odpowiedział, nie patrząc na nią.
Cieszyła się, wracając do Skarżyska. Jednak będąc świadoma, dlaczego powraca, łzy same cisnęły się jej do oczu.
-Irenko! Skarbeczku! Co ty tu robisz? – zapytała zdziwiona pani Dziubińska, porywając córkę w ramiona.
- Mamo, stało się coś strasznego – zaczęła opowieść.
Kilka tygodni później Irena poznała w Skarżysku przystojnego mężczyznę. Nie musiała długo czekać na głos ze swojego wnętrza. „Tak, wiem serduszko, to Ten Mężczyzna”, szeptała do siebie siedząc samotnie w świetle księżyca i rozmyślając. Spędzała z nim same piękne chwilę. Ceniła w panu Sędłakowskim wszystko, jego dobro, odwagę, poczucie humoru, szczerość i czyste serce. Czuła, że odradza się na nowo przy nim. Ciągle bała się, że nie zaakceptuje jej przeszłości i choroby. Ale gdy opowiedziała mu o torturach w Opolu
i przywiezionej stamtąd gruźlicy, on przytulił ją i wyszeptał: „Jesteś niezłym herosem, Irenko!”. I oboje zaczęli śmiać się szczerze i beztrosko.
Kilka miesięcy później zostali małżeństwem. Bóg obdarzył ich zdrowym potomstwem. Kobieta urodziła dwóch synów, którzy odziedziczyli po niej hart ducha, odwagę i oczywiście czyste ryzykanctwo! Wyjechali do Warszawy i tam wiedli spokojne, szczęśliwe życie, na które Irenka tak bardzo zasłużyła.
Walczyła za życie bliźniego, zjawiała się tam, gdzie inni nie docierali z braku odwagi. Znosiła ból dla ojczyzny. Miała serce piękne, a duszę czystą jak łza. Do samego końca toczyła walkę z postępującą chorobą. Osiemnastego września 1986 roku serce dało jej wyraźny sygnał. Już dość. Czas odpocząć.
Bliscy ostatni raz pożegnali ją podczas pogrzebu w Skarżysku, gdzie została pochowana w rodzinnym grobie. Nikt nie zdołał policzyć ludzi, którzy przybyli cmentarz. Spośród tłumu dobiegały szepty: „Miała takie dobre serce”, „Była wspaniałą kobietą”, „Powinna na zawsze pozostać w pamięci ludzkości”.
Irena Dziubińska-Sędłakowska – dziewczynka, córka, patriotka, żona, matka. Irena Dziubińska-Sędłakowska – CICHA BOHATERKA.


brawurka

Skarżysko-Kamienna - miasto zabaw i atrakcji

Jestem młodą mieszkanką Skarżyska – Kamiennej, 50-tysięcznego miasta położonego w województwie świętokrzyskim. Moje miasto rozciąga się w malowniczej dolinie rzeki Kamiennej i dolinach jej dopływów oraz okalających je wzniesieniach. To bardzo urokliwe miejsce, gdzie możemy znaleźć kilka ciekawych obiektów. Przekonałam się o tym, gdy przez 3 dni gościłam kuzynkę ze Śląska, która w lipcu przyjechała do nas z Katowic.
Kasia myślała, że mieszkam na wsi, gdzie nie ma żadnych atrakcji. Wiedziałam,
że muszę ją zaprowadzić w miejsca, o których nie wiedziała i nie słyszała. Rozmawiałyśmy przez cały wieczór i noc o chłopcach, o naszej zrzędliwej ciotce ze Szczecina, o naszych przygodach i wygłupach. Bawiłyśmy się niesamowicie, ale ja nadal myślałam, czym zaskoczyć Ślązaczkę.

DZIEŃ PIERWSZY

Rano czekała już moja mama z chrupiącymi grzankami, posmarowanymi dżemem. Zjadłyśmy z apetytem. Przyszykowałyśmy plecaki z piciem i z kanapkami i wyszłyśmy na długi spacer po moim osiedlu.
- Nie chcę ci psuć humoru, ale i tak na pewno nie ma na tej wsi nic lepszego niż w dużym mieście – stwierdziła moja kuzynka.
-Po 3 dniach powiesz coś innego – pomyślałam.
Kasia tylko uśmiechnęła się pod nosem. Szłyśmy leśną ścieżką i nagle spostrzegłyśmy grzyby rosnące koło siebie. Schowałyśmy je do torby i poszłyśmy dalej. Po kilku minutach dotarłyśmy do rzeki Kamiennej, gdzie krótko odpoczywałyśmy.
Brzeg porośnięty gęstą, zieloną trawą sprawiał super wrażenie. Wejście do rzeki było proste, więc wiele dzieci kąpało się w ciepłej wodzie. Chlapały się i pluskały. Spostrzegłam koleżankę, która zaprosiła nas do zabawy.
-Maja ! Może chciałabyś zjeść z nami kiełbaski ? – zapytałam.
-Oczywiście. Będzie extra – odpowiedziała z radością.
Po kilkunastu minutach całe mokre podążyłyśmy w stronę źródełka. Zza krzewów obserwowałyśmy dwie sarenki pijące wodę. Ich wysokie nogi i czerwonobrązowa sierść przykuwały naszą uwagę. Zrobiłyśmy im zdjęcia. Po chwili uciekły między drzewa.
- Smakuje lepiej niż normalna ! – stwierdziła Kasia, próbując źródlanej wody.
- Kamila, Kasia ! – usłyszałyśmy wołanie mamy.
Szybko podbiegłyśmy do altanki.
- Ojej ! Dlaczego jesteście takie mokre ? – zapytała mama z przejęciem.
- Zaraz wyschną, nie przejmuj się, jest ciepło – uratował nas tata z opresji.
- Za chwilę będzie można piec kiełbaski – pocieszyła nas mama.
- To my pójdziemy nazbierać gałązek do ogniska – zaproponowała Maja.
Po kilku minutach siedzieliśmy już wszyscy przy ognisku i trzymaliśmy kiełbaski na kijkach.
- Tak dawno nie stałam przy ognisku – z rozrzewnieniem oznajmiła Kasia.
- A to takie przyjemne ! – stwierdziła Maja.
Gdy pałaszowaliśmy świeżo upieczone kiełbaski, słyszeliśmy świergot ptaków, szum rzeki, okrzyki bawiących się dzieci i lekkie szelesty liści. Wszystko to było takie przyjemne i cudowne. Wieczorem zerknęłam na zapiski Kasi : ,,Dzisiaj było super. Chciałabym, żeby u nas też można się tak dobrze bawić. Całuję, Kasia.’’
Nie mogłam uwierzyć, że dziewczyna z wielkiego miasta, powoli przekonuje się do mniejszej miejscowości. Szczęśliwa na duszy i ciele usnęłam.

DZIEŃ DRUGI

Gdy się obudziłam, rodzice z Kasią jedli już śniadanie.
- Dzień dobry, śpiochu – ze śmiechem powitała mnie siostra.
- Witam wszystkich. Nie jestem śpiochem, tylko … muszę zgromadzić siły na dzisiejszy pracowity dzień – próbowałam się usprawiedliwić.
- Gdzie się wybieracie ?- zapytała zawsze ciekawa mama
- To już jest niespodzianka specjalnie przygotowana dla naszego gościa – poinformowałam.
Zauważyłam, że dzisiaj Kasia jest weselsza i bardziej podekscytowana.
O 10:00 wyruszyłyśmy na wycieczkę. Moja siostra dopytywała się co chwilę, dokąd idziemy.
- Wiem, że fascynujesz się wielkimi budowlami, więc zabieram cię na niezwykła lekcję do różnych świątyń w Skarżysku.
- Nie mogę w to uwierzyć. Pamiętałaś o tym? – rzekła Kasia z wielkim entuzjazmem.
Dotarłyśmy do parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego przy alei Niepodległości.
- Czy wiesz, że kościół ten wybudowano w 1923 roku według projektu architekta z Warszawy? Budowla ta jest w stylu neogotyckim. Posiada ciekawy portal wejściowy i witraże w prezbiterium. Z uwagi na rozmiary świątyni popularnie nazywana jest ,,dużym kościołem’’.
Kasia słuchała mnie uważnie i z wielkim zainteresowaniem. Chodziła po kościele, podziwiała piękne malowidła naścienne, ołtarz, obrazy i pozłacane organy. Dłużej zatrzymała się przed postacią Chrystusa, którego gorejące serce zapraszało do zwierzeń.
Po kilku minutach wysiadłyśmy przed Sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej. W środku spotkałyśmy księdza proboszcza, Jerzego Karbownika.
- Szczęść Boże !
- Szczęść Boże, dziewczynki. Przyszłyście zwiedzić naszą świątynię ? – zapytał.
- Chciałam pokazać mojej kuzynce wystrój Sanktuarium.
- Może posłuchacie jakichś ciekawostek ? – zaproponował kapłan.
- Bardzo chętnie.
- To Sanktuarium jest repliką architektury wileńskiej. Powstało z tęsknoty serc ludzi pochodzących z Kresów. W maju 1998 roku rozpoczęto budowę tego obiektu. Wyróżnieniem dla tego miejsca jest utworzenie w 1992 roku Kapituły Ostrobramskiej. Również tego roku zostały sprowadzone tu relikwie św. Rafała – dowiedziałyśmy się.
- Obejrzyjcie witraże ukazujące sceny biblijne. Pomódlcie się w kaplicy bł. Jana Pawła II - – zaproponował proboszcz.
Po pewnym czasie weszłyśmy po schodach na górę i ujrzałyśmy piękny obraz Matki Bożej Ostrobramskiej. Postać Maryi zakrywa błyszcząca złotem sukienka. Widoczna jest wyrazista twarz i skrzyżowane na piersiach dłonie. Na dole obrazu zatacza się duży księżyc.
- Nie widziałam jeszcze nigdy tak pięknego obrazu ! – zachwycała się Kasia.
- Ludzie sądzą, że obraz ukazuję brzemienną Maryję. Spójrz, nie ma na rękach Dzieciątka. Takie wizerunki należą do rzadkości.
- A teraz pooglądajmy liczne wota, którymi wypełniona jest kaplica.
- Bardzo się cieszę, że tu przyjechałam – z radością oznajmiła moja siostra.
- Teraz pojedziemy do parafii pw. Józefa Oblubieńca.
Dokładnie oglądałyśmy wnętrze. Zwróciłyśmy uwagę na ołtarz. Stanowi go krzyż, 4 postacie biblijne oraz malowidło ukazujące Maryję. Przyglądałyśmy się również Drodze Krzyżowej i konfesjonałom.
- Słuchaj, może poczytamy coś o tym kościele w Internecie ? – zaproponowała Kasia.
- To świetny pomysł – odpowiedziałam.
- Posłuchaj : ,,Kościół ten zbudowany jest na miejscu pierwotnej kaplicy . Wzniesiony został w 1928 roku. Restaurowany w 1984 roku. Nowy zbudowany został w latach 1990-1994. Jest budowlą jednowawową, murowaną z białej cegły’’.
- A wiesz, że w latach pięćdziesiątych XX wieku przyjeżdżał tu Leopold Staff – polski poeta. Jeden z najwybitniejszych twórców literatury polskiej. Towarzyszyła mu żona Helena i sunia Hećka – uzupełniłam wypowiedź kuzynki.
- O tym nie miałam pojęcia!
- Leopold Staff przyjechał na Kielecczyznę 4 października 1944 roku po upadku Powstania Warszawskiego. Poznał księdza Antoniego Boratyńskiego, który potem został proboszczem na Zachodnim. Tu poeta napisał wiele swoich wierszy. Trzynaście lat później zmarł w swoim pokoju na plebanii. Z uwagi na pobyt poety w Skarżysku, plac i ulicę nazwano jego imieniem. Zrekonstruowano ławeczkę, na której często pod świerkiem przesiadywał – opowiedziałam.
- A to ciekawe ! Zróbmy sobie zdjęcie obok popiersia poety i na ławeczce.
Gdy wróciłyśmy na Bór, odwiedziłyśmy parafię pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
- Chodzę do tego kościoła co niedzielę. Wraz z Kornelią, Wiktorią, Izą, Natalką i Marysią należymy do Dziewczęcej Służby Maryjnej. Często czytam Słowo Boże w niedzielę
lub śpiewam psalmy – oznajmiłam.
- Extra. Też bym tak chciała.
- W kościele tym odprawiają msze ojcowie Redemptoryści – zaczęłam.
- Na środku ołtarza wisi duży krzyż, a pod nim obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Podziwiałyśmy obrazy przedstawiające Pana Jezusa oraz chrzcielnicę. Ojciec Tomasz, mój katecheta, zaprowadził nas jeszcze do zakrystii, gdzie zobaczyłyśmy wiele Ksiąg, świece i postać Chrystusa.
- Wystrój tego kościoła jest niepowtarzalny – powiedziała z lekką zazdrością Kasia.
- Wyobraź sobie, że w Skarżysku są jeszcze inne świątynie. Zwiedzimy je w czasie ferii.
- OK.
Kiedy weszłyśmy do domu, mama nakładał coś na talerz.
- Cześć, dziewczynki. Ulepiłam pierożki z grzybkami, które znalazłyście w lesie.
- Super ! – ucieszyłyśmy się.
Zjadłyśmy z wielkim apetytem, bo byłyśmy bardzo głodne. O 16:00 tata zawiózł nas do Muzeum Orła Białego na Rejowie. Zobaczyłyśmy m.in. zbiór militariów, okręty bojowe i samoloty wojskowe. Zauważyłam, że na widok eksponatów, Kasi świeciły się oczy ze szczęścia. Pasjonowały ją te wszystkie oznaki przeszłości.

DZIEŃ TRZECI

Obudziłam Kasię o 08:00, bo wiedziałam, że nie mamy czasu do stracenia. Po śniadaniu wzięłyśmy stroje kąpielowe i wyszłyśmy z domu. Autobusem dojechałyśmy do Pływalni Miejskiej. Pływałyśmy przez bite 2 godziny. Następnie zaprowadziłam Kasię do Miejskiej Hali Sportowej, gdzie co tydzień mam zajęcia siatkówki z koleżankami. Po półtorej godzinie wyczerpującej gry, poszłyśmy na najpyszniejsze lody w Skarżysku, czyli do ,,Zielonej Budki’’ na ulicy Słowackiego. Potem pojechałyśmy do kręgielni przy ulicy Rejowskiej. Wypożyczyłyśmy buty do grania i zaczęłyśmy zbijać kręgle. Najpierw szło nam niezbyt dobrze. Do wprawy doszłyśmy głównie dzięki instruktorowi, któremu Kasia wyraźnie wpadła w oko.
- Wiesz, Kamila – zaczęła moja kuzynka tajemniczo. – Tak dawno nie byłam w kinie. Ale w Skarżysku na pewno nie grają nic sensownego.
- Mylisz się, kochana. Jest nowa sala kinowa.
- Naprawdę ? To może pójdziemy ?
- Oczywiście !
Dotarłyśmy do Miejskiego Domu Kultury i kupiłyśmy bilety. W drodze do sali kinowej wstąpiłyśmy do Patio. Wyglądał pięknie. Żółte fotele w koło sali, a na środku scena. Nad nimi oszklony sufit. Jest na co popatrzeć.
Gdy obejrzałyśmy komedię pt. : ,,Iluzja’’, zwróciłam uwagę na ładny, szafirowy wystrój sali kinowej. Potem poszłyśmy za budynek MCK.
- To właśnie ten plac nosi imię polskiego poety, o którym ci opowiadałam.
- Niezły. Szczególne wrażenie robi kaskada po wschodniej części oraz inskrypcja ze słowami poety : ,, Kochałem i wiem teraz, skąd się rodzą pieśni.’’
- Jak rozumiesz ten cytat ? – spytałam.
- Byście się wzajemnie miłowali … – zanuciła kuzynka.
- Miłość to sól tej ziemi ! – dodałam.
Gdy wróciłyśmy, mama wyczekiwała nas już w oknie. Opowieściom nie było końca.
- Miałaś rację, Kamilko. Skarżysko jest OK. Nauczyłam się wielu nowych rzeczy, zobaczyłam ciekawe miejsca i świetnie się przy tym bawiłam. Nigdy nie zapomnę pobytu u ciebie.
Ciocia zjawiła się późnym wieczorem. Przy pożegnaniu oczy nam ,,się mocno pociły’’.

Kto by pomyślał, że dzięki wizycie kuzynki uświadomię sobie, że Skarżysko – Kamienna- miasto, gdzie żyję na co dzień, gdzie się uczę i gdzie na pewno spędzę kilka następnych lat jest COOL. VERY COOL !!! I chociaż maruderzy wciąż narzekają, ja dobrze się tu czuję.
To jest moje miejsce na ziemi.

Diamentowy Kolczyk

Skarżysko-Kamienna – moje miejsce na Ziemi

„Skarżysko-Kamienna – moje miejsce na Ziemi” – laureaci konkursów: literackiego i fotograficznego nagrodzeni

W sobotę 14 grudnia w skarżyskim MCK odbył się 32. Koncert Charytatywny Fundacji „Daj Szansę” pn. „Tu jest moje miejsce”. Koncert obok promocji młodych talentów był okazją do uhonorowania Darczyńców oraz Fundatorów, dzięki którym Fundacja może rozwijać swoją działalność statutową oraz do wręczenia nagród laureatom konkursów literackiego i fotograficznego „Skarżysko-Kamienna – moje miejsce na Ziemi”, zorganizowanego w ramach obchodów 90-lecia miasta Skarżyska-Kamiennej. Wydarzeniu towarzyszyła wystawa fotograficzna prac konkursowych dzieci i młodzieży szkół wszystkich szczebli.

Fundacja „Daj Szansę” w ramach obchodów 90-lecia miasta Skarżyska-Kamiennej przeprowadziła wśród uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych dwa konkursy – literacki i fotograficzny pod wspólną nazwą „Skarżysko-Kamienna – moje miejsce na Ziemi”. Głównymi celami konkursów było poznanie i ocalenie od zapomnienia informacji o ludziach i zdarzeniach z dawnych i obecnych dziejów miasta, rozbudzenie wśród młodych zainteresowania historią miasta, rodziny jako elementu kształtowania patriotyzmu lokalnego, przedstawienie najważniejszych lub zdaniem autora najpiękniejszych miejsc, obiektów w Skarżysku-Kamiennej oraz rozbudzenie i kształtowanie uzdolnień literackich i plastycznych.

Laureaci konkursów zostali nagrodzeni podczas 32. Koncertu Charytatywnego Fundacji „Daj Szansę” pn. „Tu jest moje miejsce”.

Łącznie na konkurs literacki wpłynęło 30 prac o zróżnicowanym poziomie. Z oceny jury wynika, że młodzi ludzie dotarli do cichych bohaterów, wskazali ich związki z miastem, często również z przeszłością własnej rodziny. Prace dowodzą, że uczestnicy konkursu są zainteresowani poznawaniem historii miasta i ciekawych ludzi z nim związanych. Nagrodzone prace nie tylko spełniły wymogi formalne, ale również odznaczyły się walorami literackimi, takimi jak: oryginalna koncepcja, bogaty język czy różnorodność formy.

Komisja konkursowa w składzie: Krystyna Świdunowicz -przewodnicząca, członkowie Elżbieta Jach i Lidia Spadło przyznała nagrody w konkursie literackim:

W kategorii Szkoły podstawowe:

I miejsce: Karolina Sabatowska oraz Kamila Grzelka – Szkoła Podstawowa nr 2 w Skarżysku-Kamiennej
II miejsce: Kornelia Salwerowicz – Szkoła Podstawowa nr 2 Szkoła Podstawowa nr 2 w Skarżysku-Kamiennej
III miejsce: Klaudia Osuch – Szkoła Podstawowa nr 9 w Skarżysku-Kamiennej


Wyróżnienia:

Julia Kaczorek i Iga Pająk – Szkoła Podstawowa nr 8 w Skarżysku-Kamiennej


W kategorii Gimnazja:

I miejsce: Greta Gentile – Gimnazjum Prywatne w Skarżysku-Kamiennej
II miejsce: Hubert Prus – Gimnazjum nr 3 w Skarżysku-Kamiennej
III miejsce: nie przyznano

Wyróżnienie:
Karolina Matla – Gimnazjum nr 2 w Skarżysku-Kamiennej

W kategorii Szkoły ponadgimnazjalne:

I miejsce: Ewelina Biaduń – II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej
II miejsce: Emilia Chojak – I Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej
III miejsce: Anna Łękawska – II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej

Wyróżnienia:
Sandra Borowiec i Katarzyna Kuca – II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej.

Laureaci pierwszych miejsc konkursu literackiego: Karolina Sabatowska – Szkoła Podstawowa nr 2 w Skarżysku-Kamiennej, Greta Gentile – Gimnazjum Prywatne w Skarżysku-Kamiennej, Ewelina Biaduń – II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej zaprezentowali podczas koncertu charytatywnego fragmenty nagrodzonych prac.

Do konkursu fotograficznego wpłynęło łącznie 51 prac od 18 uczestników ze szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Komisja konkursowa w składzie Jolanta Jagiełło – przewodnicząca oraz Przemysław Kosiński, Andrzej Staśkowiak i Paweł Wężyk przedstawiciele skarżyskiej grupy fotograficznej Co-Arto, oceniła prace pod kątem takich walorów jak: odniesienie się do tematu, sposób jego przedstawienia, technika wykonania, pomysł oraz wyraz artystyczny fotografii przyznając następujące nagrody:

W kategorii Szkoły podstawowe:
I miejsce: Adrianna Supernat – Szkoła Podstawowa w Mroczkowie
II miejsce: Adriana Szymańska – Szkoła Podstawowa nr 8 w Skarżysku-Kamiennej
III miejsce: Adrianna Supernat – Szkoła Podstawowa w Mroczkowie

Wyróżnienie: Mikołaj Kardyś – Szkoła Podstawowa nr 2 w Skarżysku-Kamiennej

W kategorii Gimnazja:
I miejsce: Aleksandra Jeziorska – Gimnazjum nr 2 w Skarżysku-Kamiennej
II miejsce: Weronika Niemiec – Gimnazjum nr 2 w Skarżysku-Kamiennej
III miejsce: Marta Nowak – Gimnazjum Prywatne w Skarżysku-Kamiennej

Wyróżnienie: Weronika Niemiec – Gimnazjum nr 2 w Skarżysku-Kamiennej


W kategorii Szkoły ponadgimnazjalne:
I miejsce: Dominik Pocheć – I Liceum Ogólnokształcące w Starachowicach
II miejsce: Piotr Kępa – III Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej
III miejsce: Sandra Borowiec – II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej
Wyróżnienia:
Martyna Cichosz – I Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej
Aleksandra Kwaterska – II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku-Kamiennej

Ponadto Członkowie Komisji reprezentanci skarżyskiej grupy fotograficznej Co-Arto przyznali dodatkowe wyróżnienia Co-Arto i ufundowali nagrody:
 Aleksandrze Parszewskiej – I LO,
 Aleksandrze Kwaterskiej- II LO
 Agacie Ciaś – I LO.

Wszystkie prace konkursowe można było oglądać na wystawie towarzyszącej koncertowi.

Uczestnikami konkursów byli uczniowie następujących szkół: ze Skarżyska-Kamiennej – Szkoły Podstawowej nr 2, Szkoły Podstawowej nr 8, Szkoły Podstawowej nr 9, Gimnazjum nr 2, Gimnazjum nr 3, Gimnazjum Prywatnego, I, II, III Liceum Ogólnokształcącego ponadto uczniowie: Szkoły Podstawowej w Mroczkowie, Szkoły Podstawowej nr 10 w Starachowicach, oraz I Liceum Ogólnokształcącego w Starachowicach.

Patronat medialny nad koncertem sprawowali: Radio Kielce, Telewizja Dami, Tygodnik Skarżyski, Echo Dnia, portale internetowe: skarzysko24.pl, skarzysko.info, serwis informacyjny TSK24.pl

 

View the embedded image gallery online at:
http://um.skarzysko.pl/wydarzenia.html#sigFreeIdc4e6c0b586

Koniec lata - z zespołem HAPPYSAD

Prezydent Miasta Roman Wojcieszek zaprasza w dniu 31 sierpnia 2012r.  w godzinach: od 15.00 - 22.00, na Placu Staffa przy budynku Miejskiego Centrum Kultury, (ul. Tysiąclecia w Skarżysku-Kamiennej), gdzie odbędzie się impreza kulturalna pod nazwą: „Lato na Finiszu”. Gwiazdą wieczoru będzie zespół HAPPYSAD.

Czytaj więcej...

Warsztaty filmowe

Przypominamy, że już wkrótce - od 14 sierpnia - rozpoczną się warsztaty filmowe z reżyser Dianą Aszyk w ramach projektu KULTURALNY KWADRAT - Letnie Warsztaty Artystyczne, realizowanego ze środków Gminnej Komisji ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Zapisy prowadzimy w sekretariacie MCK (pok.20; tel. 41-25 31 482 wew.102). Udział w warsztatach jest bezpłatny. Ilość miejsc ograniczona. Gorąco zapraszamy! I Ty możesz zostać filmowcem! 

Spotkanie autorskie z Marią Czubaszek i Arturem Andrusem

Prezydent miasta Roman Wojcieszek oraz Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Skarżysku-Kamiennej zapraszają w dniu 8 maja 2012 r. o godz. 18.00 na spotkanie autorskie z Marią Czubaszek i Arturem Andrusem. Spotkanie odbędzie się w Miejskim Centrum Kultury przy ul. Słowackiego 25. 

Czytaj więcej...

bip

um

um

mbti um